sobota, 28 listopada 2015

historia prawdziwa...


I myślę, że dotyczy większości 
z nas - kobiet,
niezwiązana z wczorajszym 
dniem przecen sklepowych.

Miała miejsce już jakiś czas temu.

Zaczęłam robić zakupy "polowane", 
czyli przeglądam portale aukcyjne,
strony sklepów - może jakaś 
promocja się trafi, 
wpadam na Westwing - jak mam czas, 
ale rano to raczej trudne. 

Postanowiłam upolować dywan 
i sobotnio - niedzielne 
kampanie Westwing zaczęłam 
przeglądać co tydzień...
... pomimo moich mozolnych poszukiwać 
nie upolowałam tego jedynego 
w swoim rodzaju, 
czyli spełniającego moje oczekiwania. 

Ale zamiast na dywanu udało mi 
się kupić zestaw Menu New Norm 
o średnicy 35cm za 1/3 ceny...
oczywiście brałam bez zastanawiania.

  
Mąż zrobił wielkie oczy, 
gdy rozpakowałam paczkę :)

Chciała baba kupić dywan, 
a przytachała wielofunkcyjny 
zestaw do kuchni :)

Zestaw składa się z bambusowej deski 
do krojenia lub serwowania, 
porcelanowego talerza
do podawania potraw, 
wkładu chłodzącego, który zapewnia 
zachowanie temperatury na dłużej 
oraz tacy wykonanej z melaminy. 



Jestem z niego bardzo zadowolona...
ale dywanu nadal nie mieliśmy :(.

Aż do momentu, gdy zabrakło w domu 
gwoździ, wierteł i taśmy malarskiej.

 Wtedy to wpadłam do sklepu, 
w którym jest dosłownie wszystko
 - sieciówka z wyposażeniem od A do Z 
i zaniemówiłam, gdy nagle - 
w biegu dosłownie przemierzając 
przez dział tekstylia i dywany -
ujrzałam ten jedyny, wyczekiwany :)

Jasnoszare, geometryczne wzory,
gładka powierzchnia, która ułatwi
sprzątanie sierści po Borku.



 Musiałam go mieć!

Zaraz szukałam wymiarów, 
które były idealne...
 zwijałam go pod pachę wędrując 
do kasy bardzo szczęśliwa.

Wróciłam do domu taka podekscytowana! 
Od progu wołam Kochanie w końcu mamy dywan:)

A mąż znowu robi wielkie oczy 
i pyta: a wkręty kupiłaś? 

O...o... :( 

Pewnie, że z tej radości roztargnienie 
mnie ogarnęło i zapomniałam.

Miała baba kupić wkręty, 
a przyjechała z dywanem :)

Pojechałam raz jeszcze z rozpiską w ręku.

...

Macie dziewczyny takie 
zakupowe historie? :)


Udanego weekendu!







42 komentarze :

  1. Piękny zestaw. Myślałam, w pierwszej chwili, że zegar zrobiłaś ;-) Marta, historie, o których piszesz zdarzają mi się notorycznie, po prostu wciąż. Dwa dni temu pojechałam po słuchawkę prysznicową a wróciłam bez słuchawki ale za to z dekoracjami i to też z sieciówki, kto wie czy nie tej samej. Tak mam i już. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio weszłam do TK Maxxa po kosz na koce, a wyszłam ze świeczkami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo my kobiety mamy chyba już we krwi te zakupy - a jak tylko gdzieś kątem dostrzeżemy słowo "promocja" włącza nam się instynkt łowcy ;) hahaha Przyznam Ci się szczerze, że nie pamiętam kiedy ostatnio godzinami buszowałam po sklepach, chyba przyszedł ten wiek, że jak mi sie trafi jakimś cudem chwila wolnego siadam do komputera i po prostu szukam ciekawych licytacji, promocji i wyprzedaży z dostawą do domu, chyba stałam się za leniwa na zakupy długodystansowe, a może inaczej już podchodzę do pewnych rzeczy?
    zestaw piękny i okazja jak znalazł! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie tak mam najczęściej :) Szuka człowiek, szuka non stop i namiętnie i nic...
    A jak wejdzie gdzieś przez przypadek to znajduje się to czego szukało się od dobrych kilku dni :)
    Fajny dywanik! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha :)) Zdecydowanie mam podobnie ;) Kupiłaś świetny dywan! Ja bardzo długo szukałam odpowiedniego, aż w końcu mąż podjął za mnie decyzję, no cóż, dywan jest niezły, ale nie jestem do końca przekonana ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Skąd ja to znam !!! :)
    Tylko, że ja swojego dywanu jeszcze nie znalazłam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehhe :D no tak to jest... jak się znajdzie wymarzona rzecz to cała reszta nie istnieje hehe , i muszę przyznać ze czasem nas sieciówki zaskakują ja jakiś czas temu w pewnym dużym markecie na "A" znalazłam nieduży wymarzony bawełniany czarno biały dywanik w geometryczne wzory za jedyne 13 zł , więc trzeba mieć oczy szeroko otwarte ;) :D
    Zatem czekam tylko teraz na aranżacje dywanu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. I my pewnego razu pojechaliśmy po śrubki a wróciliśmy z dywanem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale czy to nie jest fajne? To takie dziecięce radości, więc po co się z nich leczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wkręty wkrętami, ważne, że dywan się znalazł :)

    OdpowiedzUsuń
  11. To się nazywa "być kobietą" hihi. Widać na dobre wychodzą Ci te zakupy, bo łupy całkiem udane.
    Pozdrawiam cieplutko-D.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękny ten dywan. Kiedy ja nie mam listy zakupów, zawsze wychodzę z czymś nieplanowanym. I podobnie jak Ty, podekscytując się czymś nieplanowanym, zapominam o tym po co przyszłam. To chyba częsta przypadłość ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Śmieszna opowiazdka, śmieje się, a sama tak mam :-) Cieszę się, że wreszcie masz swój wymarzony dywan, no i fajny zestaw kuchenny :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. nie ma to jak kobiety udadzą się na zakupy ... dą po jedno, wracają z czymś kompletnie innym ale jakże ważnym :)

    OdpowiedzUsuń
  15. :D hehe, no jasne!!! jeden z najświeższych przykładów. ostatnio rzadko wychodzę z domu, więc jak już wyjdę... to szał!!! :D założyłam najmłodszemu jedną z ostatnich pieluszek, mały zasnął, więc pędzę do pewnego dyskontu, który - jakie to szczęście, że jest tak blisko ;) dwie reklamówy wytachałam, wchodzę do domu, a mąż pyta ,,a gdzie pieluszki?!" yyy... kurtyna.
    ;) i tak mogłabym mnożyć opowieści.
    cudny dywan.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeju, Marta, jakbym czytała o sobie! :D
    Dywan super jest! Piękny, w delikatne wzory - to lubię! :) A i polowania na westwing są mi dobrze znane i też tam często zaglądam! :) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  17. No ba, nawet ostatnio o tym pisałam. Oby jak najwięcej takich przypadków ;-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Piekny zestawik, wiec nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda? :)))
    Milutkiej niedzieli Kochana

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajna historia, takie właśnie jesteśmy, roztargnione i zafascynowane, jeśli nam coś się tak bardzo spodoba :)
    A kuchenny komplecik bardzo mi się podoba :)
    Miłej niedzieli Martusiu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój mąż nie zrobiłby wielkich oczu tylko wielką awanturę, dlatego nowy żyrandol wciąż ukrywam w szafie czekając na "odpowiedni" moment ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha.Ten komentarz pod tekstem, który mnie rozbroił, to już całkiem zwalił mnie z nóg :D Ja póki co ukrywałam tylko prezent urodzinowy, ale po 3 miesiącach małżeństwa, to jeszcze wiele przede mną. Dywan rzeczywiście bardzo gustowny.

      Usuń
    2. No i co ja mogę powiedzieć po ośmiu latach małżeństwa? Że bardzo kocham swojego męża, ale ideałem to on nie jest ;D

      Usuń
  21. Świetny zakup kochana:) Ja często tak mam, ze jadę z konkretnym celem, a wracam z czymś innym:) Chyba już taka nasza natura:)
    ściskam cieplutko kochana

    OdpowiedzUsuń
  22. Najważniejsze że jest dywan i już.
    Świetny.

    Pozdrawiam Martita

    OdpowiedzUsuń
  23. Jakbym o sobie czytała, a dywanu, który mi się marzy...dalej nie mam:-)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  24. Martuś, ale się uśmiałam :)
    Wysłać babę na zakupy hihi;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Pewnie, że tak! jak to kobiety... Facet obiera kierunek i nie zważając na nic idzie po to, co mu potrzebne. Ja na przykład lubię obejść cały sklep- każda półeczkę, żeby czasem jakaś fajna rzecz mi nie umknęła. Taka, jak ten dywan. A taki zestaw do kuchni tez by mi się przydał.... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  26. Hi hi hi, świetne zakupy! ja też jak wpadnę w wir sklepowy to świat zaczyna wirować ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. no czasem i tak bywa idziesz po "chleb" a wracasz "wiertarką" ;) hihihihi fajnie ze trafiłaś :)))

    OdpowiedzUsuń
  28. BA! Nie raz i nie dwa przeżyłam taką samą historię (histerię!) :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Znam to bardzo dobrze - jadę kupić buty, a wracam np. z termosem :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Marta super! takie cuda w dobrej cenie to dopiero radocha! :)))
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  31. oj mamy... my to jak sie z Ka napalimy to masakra.. ostatnio upolowalismy kominek inny niz wszystkie, a ze on ze Stanów az przywedrowal to po otworzeniu zorientowalismy sie ze kabel ma inna wtyczke aaaa co za tym idzie inne napiecie... pukalismy sie w glowy i uwierzyc nie moglismy jacy napalency jestesmy!!!! na szczescie kominek sprzedalismy i niewiele stracilismy ufff

    OdpowiedzUsuń
  32. Marta zdarzają się nieustannie. Najbardziej lubię takie nieoczywiste zakupy, czyli słój z kranikiem w warzywniaku a w budowlanym bieżnik na stół itd.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  33. Ale fjnie to wygląda. I jeszcze to ciasto w tle... mniam!

    OdpowiedzUsuń
  34. Wniosek jest taki - następnym razem poluj na zestaw, a do domu przyniesiesz dywan :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Notorycznie się przytrafiają - z marketu budowlanego ciągle wracam z podwojoną liczbą rzeczy - a zamiar był inny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  36. I to bardzo często :) Chyba taka nasza natura, że chcemy kupić jedno, ale w ręce wręcz wpada nam coś innego co koniecznie potrzebujemy i musimy mieć! :)
    Świetny dywan!

    OdpowiedzUsuń